Początki sztuki karate nikną w mrokach historii, nieodgadnione, tym większej przysparzając nam pasji w ich poszukiwaniu. Sposoby walki towarzyszą ludzkości od zarania dziejów, od czasu użycia pierwszego kija, czy kamienia przez naszych zacnych, acz bardziej do dzisiejszych małp podobnych przodków.

Systemy walki wręcz bez użycia jakiejkolwiek broni rozwijały się na wszystkich kontynentach, warto tu chociażby wspomnieć, że w roku 688 p.n.e. na XIII Olimpiadzie w Grecji pojawiła się walka będąca prawzorem dzisiejszego boksu, nazywana, po przejściu pewnych zmian w nieco późniejszych okresach czasu, pankration. Najpotężniejszy rozwój systemów walki wręcz miał jednak miejsce w Państwie środka. Prawdopodobnym twórcą pierwszych skodyfikowanych systemów walki bez broni przy użyciu rąk i nóg – kempo – był legendarny mnich o imieniu Bodhidarma, który miał ponoć przewędrować pieszo przez góry z Indii do Chin pod koniec V lub na początku VI wieku n.e. i osiąść w klasztorze Shaolin by tam nauczać mnichów swoistej gimnastyki mającej wartość użytkową w walce. Okinawa, największa wyspa archipelagu Ryukyu (w najszerszym miejscu ma zaledwie 25 km) wytworzyła swoje specyficzne sposoby walki o niebywałej skuteczności. W dobie dzisiejszej systemy te nazywane są karate.

Na czym polegała nietypowość akurat okinawskich systemów walki wręcz? Okinawa jest wyspą leżącą pomiędzy Chinami, Japonią i Tajwanem. Takie położenie geograficzne sprawiło, że przez Okinawę i inne wyspy średniowiecznego królestwa Ryukyu przetaczała się fala kupców podróżujących drogą morską. Oni też byli podstawą ożywionej wymiany kulturowej, jaka następowała pomiędzy ludnością okinawską a innymi narodami. Na Okinawie istniały tamtejsze sposoby walki wręcz nazywane to-te. Pisze o nich Shohin Nagamine w swojej książce „The essence of okinawan karate-do”. Przybywający kupcy, czy też wędrowni nauczyciele, przywozili z kontynentu chińskie odmiany walk, które mieszały się poprzez naturalizację ze sposobami miejscowymi. Rozkwit tych sposobów i ich niebywałej skuteczności nastąpił dopiero po zaistnieniu potrzeby jako motoru powstawania każdego wynalazku. W roku 1609 japoński wojowniczy klan Satsuma najechał i podbił Okinawę. Podtrzymał on istniejący już edykt o rozbrojeniu w prowadzony przez króla Ryukyu – Sho Hashi’ego. Królowi zależało na uniknięciu wewnętrznych międzyklanowych wojen domowych, jednak w obliczu najeźdźcy zakaz ten nabrał zupełnie innego znaczenia. Edykt zabraniał posiadania jakiejkolwiek broni w domostwach i uprawiania jakichkolwiek sztuk wojennych, nakazywał całkowite podporządkowanie się najeźdźcy. Dochodziło do paradoksów w uciążliwości życia codziennego. Okinawańczycy, naród utrzymujący się z uprawiania ryżu i rybołówstwa bywał nieraz upokarzany. Przykładem może być fakt, że często na całą wieś przypadał tylko jeden metalowy nóż do oprawiania ryb przymocowany łańcuchem do studni na środki wsi.

Takie traktowanie spowodowało pogłębienie nienawiści. Podjęto potajemne uprawianie sztuk wojennych, które jawiły się sposobami walki zaadoptowanymi przedmiotami codziennego gospodarskiego użytku, na przykład cep do młócenia ryżu stał się skuteczną bronią o potężnym rażeniu – nun-chaku, korba do obracania żarnami była używana do walki z uzbrojonym w miecz samurajem – tonfa, itp. Kasta szlachty okinawskiej twierdziła, że te systemy walki przystoją wieśniakom. Oni rozpoczęli doskonalenie walki wręcz bez użycia broni. Nie było to zadanie proste. O ile łatwo było wyszkolić się i stanąć do równej walki z drugim człowiekiem o gołych rękach, to walka bez broni przeciwko uzbrojonemu samurajowi od razu była skazana na niepowodzenie. Trzeba wiedzieć, że tamtejsi mistrzowie miecza japońskiego potrafili jednym płynnym ruchem wykonać wszystkie następujące czynności: dobyć miecz z pochwy, ciąć zabijając przeciwnika, schować miecz do pochwy po drodze strzepując z klingi krew. Dzisiejsi mistrzowie potrafią wykonać to ćwiczenie w zaledwie jedną sekundę. Walka nawet z poślednio przygotowanym pod względem fechtunku samurajem była więc nad wyraz trudna, oprócz miecza samuraj posiadał również drugi, do kompletu, miecz krótki, włócznię lub łuk, był ubrany w zbroję. To wszystko stawiało wręcz niemożliwe zadanie przed adeptami ręcznych systemów walki bez broni, które zaczęto już nazywać kara-te, co miało oznaczać chińskie-ręce na znak wpływów kontynentalnych.

Okinawańczycy dokonali jednak niemożliwego. Wypracowali taki system. Zakładał on „chimei tekki” co znaczyło „zabić pojedynczym ciosem”. Fenomen tak pojmowanego celu treningowego karate polegał na tym, że adept musiał wykazać skrajną determinację swych działań, które dla utrzymania precyzji musiały być przeprowadzone przy maksymalnej koncentracji umysłu – często jedyną szansą zadania śmiertelnego ciosu było trafienie końcem palca we wrażliwy punkt ciała pomiędzy łączeniami zbroi – np. w tętnicę pachwinową. Takie wymogi narzuciły na mistrzów karate konieczność studiowania tajników ciała ludzkiego dla poznania wrażliwych miejsc, medytacji dla wyciszania umysłu i opanowywania strachu, technik oddechowych dla zwiększania efektu ciosu.

Powyższe warunki ukształtowały sztukę karate taką, jaką możemy dzisiaj oglądać: precyzyjną, finezyjną w ruchach, gwałtowną jak huragan, cichą i skromną w umyśle, zdeterminowaną na wszystko…